środa, 18 lutego 2009

Polszczyzna przed emisją


Kilka dni temu film, w którym znany dziennikarz TVN Kamil Durczok klnie, znalazł się w internecie. Najbardziej zainteresowany tym zdarzeniem podkreśla, że musiał to zrobić ktoś, z ekipy TVN i gdy dojdzie do tego, kto to był, zostaną wyciągnięte w stosunku do niego odpowiednie konsekwencje.

Swoje niewybredne słowa skomentował następująco: "Na 20 minut przed "Faktami" nie ma czasu na piękną polszczyznę".

Chyba coś w tym racji jest. Trudno oczekiwać pięknych słów, kiedy widać, że stół ubrudzony jest już od dłuższego czasu, że nikt się tym nie interesuje, że trzeba wystąpić już za chwilę, a nie wszystko jest gotowe. Można w takiej sytuacji stracić panowanie nad sobą, a właściwie uwolnić język. Jednak zachowanie znanego prezentera wywołało duże zainteresowanie. Obok tropiących w Internecie filmu osób znalazły się prośby TVN o usunięcie filmiku, bo nie jest zgodny z prawem autorskim, które nadużywa. Jednak zaradni internauci zaczęli przenosić film na zagraniczne serwery i strony. Jest on nadal dostępny w sieci.

O co tyle krzyku? Nad czym debatujemy? Skąd pojawiają się głosy o "ludzkim obliczu Durczoka" i stanowczym zawodzie, jakim sprawił innym jego język. Mówimy o niżej zapisanych słowach:

- Nie wk...aj mnie, dobrze? Od dwóch dni jest tak upierd...y stół tutaj, że tylko dlatego, że zlikwidowaliśmy ten j...y przerywnik, który jedzie z góry, to jeszcze się to jakoś k...a uchowało i ludzie tego nie widzą. Może by ktoś ruszył dupsko i to wyczyścił? A jak tu będzie g...o leżało, to je też pokażesz?"

Co ciekawe były one wypowiadane w chwili, gdy dziennikarza malowała wizażystka (która wyraźnie nie przejmuje się całą sytuacją). Wygląda na to, że takie chwile nie należą w oczach pracowników TV do nadzwyczajnych.

piątek, 16 stycznia 2009

Proszę pamiętać o podatkach :)

Większość osób pracujących w Internecie słowem podpisuje umowy o dzieło. Jednak warto pamiętać, że z dniem 1 stycznia 2009 roku zmieniły się stawki podatkowe. Już nie liczymy 19% podatku od kwoty opodatkowanej, ale 18 %.

Kwoty do 200 złotych podlegają ryczałtowi. Gdy z danej umowy zarobimy mniej niż 200 złotych, nie mamy możliwości ustalenia kwoty wolnej od podatku. Podatek wylicza się od całej kwoty. Chodzi również o umowy zawarte z osobą, która nie jest naszym pracodawcą.

Generalnie odsyłam do artykułu.

Można łatwo podsumować, stwierdzając, że najkorzystniej jest podpisywanie umów powyżej kwoty 200 złotych. Ponieważ powyżej tej kwoty zasady pozostają niezmienne.

środa, 31 grudnia 2008

Czemu w Polsce nie sprawdził się Bookcrossing?


Akcja znana w Polsce głównie pod tytułem, a właściwie hasłem - Uwolnij książkę nie może pochwalić się zbyt dużą ilością sukcesów. Niby strona internetowa istnieje, niby ma się dobrze, ale poza tym niewiele się dzieje. Teoretycznie można zarejestrować książkę na stronie, wypuścić ją w obieg, a potem rejestrować, obserować jej drogę. Czasami można, przy dużej ilości szczęścia liczyć na to, że dana książka trafi w wiele miejsc na ziemi. Jednak trzeba liczyć się również z tym, że bardzo szybko zostanie po prostu...przywłaszczona.

Polacy, których może i świadomość literacka wzrasta, może i niektórzy z nas potrafią odróżnić lekką literaturę od prawdziwych dzieł sztuki, to jednak trafienie na ławce na wytartą, czasami zniszczoną książkę (nawet nie przez namiętne czytanie, ale "nieczytanie") zazwyczaj łączy się z wysnuciem wniosku, że ktoś ją zgubił. Rozglądamy się naokoło, szukamy właściciela. Bywa, że odchodzimy zdezorientowani. Niektórzy jednak, niestety jest ich bardzo wielu, niszczą znalezioną książkę. Inni na zasadzie - znalezione, niekradzione, zabierają ją ze sobą do domu.

Co innego za granicą. Tam kupimy tak zwaną książkę pociągową. Jej cena jest jeszcze niższa niż kwoty, jakie trzeba przeznaczyć na zakup książki w "taniej książce" (a propos twór typowy dla Polski). Są to bardzo proste formy "literackie", tak też potraktowane przez wydawców. Drukuje się je w małym formacie, by zmieściły się do kieszeni, na jednym z najgorszych papierów, w miękkich okładkach. Nikogo nie dziwi dlatego, fakt że od razu po przeczytaniu lądują do śmietnika. Co innego książki z wolnego obiegu. One rzeczywiście krążą po całym kraju, a nawet docierają poza jego obszar. Najgorzej, dla książki, rzecz jasna, kiedy trafi ona do Polski...

poniedziałek, 29 grudnia 2008

Tylko dla siebie...do poczytania


Książki są jak ludzie. Jedne są bezinteresowne i zawsze blisko Ciebie, gdy ich tylko potrzebujesz. Jedne gdy natrafiasz na nie na swojej drodze, zapadają Ci głęboko w pamięć i na zawsze odmieniają Twoje życie. Inne Cię irytują, nudzą, czy wręcz przynoszą krótkotrwałą rozrywkę. Jeszcze inne gdy raz do nich zajrzysz, nagle wywracają Twój świat.Twoje poczucie estetycznego piękna i życiowej mądrości oraz oryginalności odkrycia na tyle się zmienia, że trudno drugi egzemplarz równie dobrej (książki)...Bywają też książki, które zwyczajnie do nas nie pasują, na których odbiór nie jesteśmy jeszcze gotowi.

Gdy czyta się bardzo dużo, trudno o coś dobrego. Bardzo ciężko znaleźć coś, co można bez żadnego "ale" polecić. Niezwykle skomplikowane staje się także zwykłe powiedzenie, że to "powinien przeczytać każdy". Dlatego nie napiszę tego. Powiem tyle, że jeśli chcesz chwilę postoju w swoim życiu, krótkiego, ale intensywnego zastanowienia i wiele refleksji, polecam książkę Rubena Gallego Na brzegu. W końcu każdy z nas jest kiedyś na swoim własnym, stromym i wydawać by się mogło bez nadziei, brzegu...



Jest to opowieść wstrząsająca, porusza ona bowiem dwa, zdawałoby się, że skrajne i bardzo wyeksploatowane literacko tematy - starość i młodość.

Czy dziecko można uczynić starcem? Można.

Psychika może bardzo wiele. Przystosowuje się bowiem do różnych sytuacji, nawet do permanentnego cierpienia, które w końcu obleka się w cyniczne maski. Dwójka przyjaciół - Ruben i Misza pokazują z każdej karty książki, czym jest naprawdę przyjaźń. To doskonała lektura dla tych, którzy z jakiś powodów już w nią nie wierzą. To także historia wiecznej nadziei, która nam pomaga nawet wtedy, kiedy wydawać by się mogło, że mydli nam oczy. Nawet wtedy, kiedy jesteśmy przestraszonymi, sparaliżowanymi chłopcami w domu starców.

Życie w cieniu śmierci ma coś z przedstawienia, dramatu, ironicznej farsy. Nic dziwnego, że ta autobiograficzna opowieść przyjmuje formę trzech aktów sztuki.

Na brzegu to druga powieść urodzonego w Moskwie Gallego. Pierwszą była powieść Białe na czarnym, która bardzo szybko zyskała uznanie. Nie tylko czytelników, ale także krytyków.

czwartek, 23 października 2008

O prawie autorskim




Decydując się na zarabianie, poprzez pisanie musimy zdać sobie sprawę z jednej kwestii. Musimy poznać specyfikę tego zajęcia także z punktu widzenia prawa. Zapis dotykający tego problemu znajdziemy w Dz.U. z 2006 roku, Nr 90, poz. 631 z późn. zm. Zagadnienie to zostało w ustawie z dnia 4 lutego 1994 roku "O prawie autorskim i prawach pokrewnych".

Prawo autorskie określa stosunek twórców i wydawców do danego dzieła, ze szczególnym uwzględnieniem ich możliwości z jego korzystania oraz zasad odwołania się do niego. Określa ono również na ile ktoś może korzystać z danego dzieła. Jak może być ono podejmowanie, wykorzystywane.

Nie jest ono na tyle jednoznaczne jednak, by nie wprowadzało trochę niejasności. Zaczynając od takich kwestii, jak uprawnienie do korzystania z 50% kosztów uzyskania przychodu (jakie dokładnie dzieło może być w ten sposób opodatkowane. Czy w pełni odkrywcze, niecodzienne? Czy również artykuły w gazecie? W Internecie? Przecież te drugie nie wnoszą jakiś nowych praw, nie przecierają raczej nowych ścieżek... Opinie na ten temat są podzielone. Wzbudzają takie kontrowersje, że niektóre wyjaśniane są nawet w sądzie.), a kończąc na tym, kiedy możemy mówić, że coś jest plagiatem, w jakim stopniu można korzystać z dzieł innych osób, kiedy zaczynamy uważać coś za "kopię", czy mocniej mówiąc - kradzież.



Trudno wymagać szybkiej odpowiedzi na te wszystkie pytania. Tym bardziej, że zagadnienia te wzbudzają tyle kontrowersji...

W Polsce jest bardzo niewielu prawników, którzy się specjalizują w tej kwestii. Jest kilka witryn temu zagadnieniu poświęconych, jednak nie są one w pełni darmowe i dostępne dla wszystkich. Jednak różne kwestie można w różny sposób interpretować. I tak zaczynają się schody...Już w tym momencie nie jest wszystko jasne.

Kolejna sprawa to kwestia odpowiedniego zredagowania umów. Trzeba także mieć to na uwadze. Nie jest bowiem proste podpisać taką umowę, która będzie dla danego twórcy korzystna.

Postanowiłam sobie za ambicję rozpatrzenie tego tematu. Na ile mi się uda, odpowiedzieć na pytania związane z prawem autorskim, będę starała się to robić. Uważam bowiem, że jest to temat niezwykle istotny i ciągle zbyt mało poznany.



Zdjęcia zaczerpnięte ze stron: www.sicienko-radca.pl oraz www.umowaodzielo.pl

środa, 10 września 2008

Deficyt copywriterów

W Internecie jest deficyt usługodawców, którzy zajmują się pisaniem tekstów na zmówienie. Nie zgadzacie się? Myślicie, że to niemożliwe? A jednak...Mam na myśli jednak osoby, które do swojego zadania podchodzą w sposób odpowiedzialny i "zdrowy". Takie, które nie przedstawiają nazbyt wygórowanych cen i długich terminów oczekiwania na skończone dzieło. Są słowne, kreatywne i po prostu uczciwe w tym, co robią.

Jest gro osób, które nazywają się copywriterami, a jednak nie mają pracy. Szukają zleceniodawców. Czasem naprawdę agresywnie. Ale jak wierzyć takim osobom? Jak ufać im umiejętnościom, jeśli nie potrafią one wykazać się w podstawowej rzeczy - nie potrafią sprzedać siebie??

Nie sprzedamy niczego, jeśli nie nauczymy się przekonywać innych do siebie i własnej działalności.


Nie można być copywriterem i nie umieć wykazywać atutów. Najprostsze powinno być wskazywanie zalet własnej osoby. W końcu siebie najlepiej znamy.
Dlatego jeśli copywriter nie ma zbyt wiele pracy, rzadko można mówić o jego talencie. Nie można też wierzyć nazbyt w częste tłumaczenie, że pracy po prostu nie ma. To nieprawda. Praca jest, ale jak to zwykle bywa - dla najlepszych!

Pisanie tekstów na zamówienie to bowiem działalność dość specyficzna. Na tym blogu już próbowałam opisać to zajęcie. Jest wiele osób, które starają się zacząć pracę w tym zawodzie, jednak nie odnoszą sukcesów. Wbrew pozorom trzeba mieć bowiem dość mocno i specyficznie ukształtowaną świadomość i warsztat twórczy.

Dlatego też tak trudno znaleźć osobę, która dla nas napisze teksty reklamowe.

W kolejnych postach postaram się dokładniej wyjaśnić, czemu tak się dzieje.

wtorek, 29 lipca 2008

Nieśmiałość - wróg redaktora?



Nieśmiałość w zawodzie dziennikarza utrudnia życie. Właściwie może wszystko zepsuć.

Silne emocje przed wejściem na żywo przeważnie prowadzą do totalnej katastrofy.

Nerwy muszą być bowiem na wodzy. Trzeba nauczyć się nad nimi panować, znać granicę swojej własnej wytrzymałości.

Tak mówi praktyka i teoria zarazem. Jednak nie każdy rodzi się z silnym charakterem. Niektórzy muszą wiele pracować, by w końcu być w stanie przełamać własną nieśmiałość.

Podobnie było w przypadku wielu dziennikarzy. Zanim trafili na szklany ekran w godzinach najwyższej oglądalności, często przez wiele lat nie potrafili zabrać głosu przed większą liczbą osób. Bardzo bali się ośmieszenia, popełnienia gafy...

Wielu redaktorów, mimo wykonywanego zawodu, to w gruncie rzeczy szare myszki, osoby nieśmiałe i bywa, że nie pewne swojej wartości.

Co więc się stało, że pewnego dnia wszystko się zmieniło? Jaka sytuacja zmusiła ich do stawienia czoła własnym słabościom? Dlaczego wybrali to, czego najbardziej się bali? Wpływ na to miał najczęściej kryzys. Kryzys, który potem przekuwa się we własny sukces.

Stało się coś takiego, co uświadomiło małość własnych obaw. Zrozumieli, że powiedzenie czegoś głupiego, nie jest znowu aż tak przerażające. Gafa? Nic strasznego, ważne, żeby umieć się z siebie śmiać i wyciągać wnioski.

W końcu zrozumieli, że to, wbrew pozorom, my najbardziej rozpamiętujemy nasze potknięcia, porażki...Osoby z zewnątrz szybko zapominają. Powód jest prosty - myślą o własnych niepowodzeniach.

Szybko można sobie uświadomić bezsens swoich dążeń. a właściwie stania w miejscu. Zadręczanie się rozmyślanie, rozdrabnianie, które do niczego nie prowadzą. Jasne się staje, że lepiej po prostu działać. Wziąć się w garść i najzwyczajniej w świecie iść na przód!

Profesjonalista to bowiem człowiek, który popełnił wszystkie możliwe błędy. Zdanie nie wypowiedziane przeze mnie po raz pierwszy, zaczerpnięte od bardzo mądrej osoby, mówi wiele. Właściwie mówi wszystko. Dlatego warto sobie je zapamiętać.

Żaden zawód nie jest aż tak straszny, by nasze marzenia o nim stały się mrzonkami. Żaden zawód nie jest tak trudny, by strach stał się jego wrogiem.

Takich umiejętności, jak wypowiedź na forum, umiejętność sprawnego przemawiania, zabawiania, opowiadania kawałów, czy w końcu wystąpienia przed kamerą, można się nauczyć. To kwestia doświadczenia, obycia oraz chęci...Gdy mamy to ostatnie, reszta jest na wyciągnięcie ręki.