wtorek, 29 lipca 2008

Nieśmiałość - wróg redaktora?



Nieśmiałość w zawodzie dziennikarza utrudnia życie. Właściwie może wszystko zepsuć.

Silne emocje przed wejściem na żywo przeważnie prowadzą do totalnej katastrofy.

Nerwy muszą być bowiem na wodzy. Trzeba nauczyć się nad nimi panować, znać granicę swojej własnej wytrzymałości.

Tak mówi praktyka i teoria zarazem. Jednak nie każdy rodzi się z silnym charakterem. Niektórzy muszą wiele pracować, by w końcu być w stanie przełamać własną nieśmiałość.

Podobnie było w przypadku wielu dziennikarzy. Zanim trafili na szklany ekran w godzinach najwyższej oglądalności, często przez wiele lat nie potrafili zabrać głosu przed większą liczbą osób. Bardzo bali się ośmieszenia, popełnienia gafy...

Wielu redaktorów, mimo wykonywanego zawodu, to w gruncie rzeczy szare myszki, osoby nieśmiałe i bywa, że nie pewne swojej wartości.

Co więc się stało, że pewnego dnia wszystko się zmieniło? Jaka sytuacja zmusiła ich do stawienia czoła własnym słabościom? Dlaczego wybrali to, czego najbardziej się bali? Wpływ na to miał najczęściej kryzys. Kryzys, który potem przekuwa się we własny sukces.

Stało się coś takiego, co uświadomiło małość własnych obaw. Zrozumieli, że powiedzenie czegoś głupiego, nie jest znowu aż tak przerażające. Gafa? Nic strasznego, ważne, żeby umieć się z siebie śmiać i wyciągać wnioski.

W końcu zrozumieli, że to, wbrew pozorom, my najbardziej rozpamiętujemy nasze potknięcia, porażki...Osoby z zewnątrz szybko zapominają. Powód jest prosty - myślą o własnych niepowodzeniach.

Szybko można sobie uświadomić bezsens swoich dążeń. a właściwie stania w miejscu. Zadręczanie się rozmyślanie, rozdrabnianie, które do niczego nie prowadzą. Jasne się staje, że lepiej po prostu działać. Wziąć się w garść i najzwyczajniej w świecie iść na przód!

Profesjonalista to bowiem człowiek, który popełnił wszystkie możliwe błędy. Zdanie nie wypowiedziane przeze mnie po raz pierwszy, zaczerpnięte od bardzo mądrej osoby, mówi wiele. Właściwie mówi wszystko. Dlatego warto sobie je zapamiętać.

Żaden zawód nie jest aż tak straszny, by nasze marzenia o nim stały się mrzonkami. Żaden zawód nie jest tak trudny, by strach stał się jego wrogiem.

Takich umiejętności, jak wypowiedź na forum, umiejętność sprawnego przemawiania, zabawiania, opowiadania kawałów, czy w końcu wystąpienia przed kamerą, można się nauczyć. To kwestia doświadczenia, obycia oraz chęci...Gdy mamy to ostatnie, reszta jest na wyciągnięcie ręki.

piątek, 4 lipca 2008

Jak pisać, gdy się nie ma na to ochoty?

Odpowiedź na pytanie w tytule jest prosta - nie pisać. Pisanie w momencie, gdy się do tego zmuszamy, nie jest odpowiednim momentem. Zwłaszcza wtedy, gdy chcemy przekazać za pomocą słów coś ważnego i zrobić to w niekonwencjonalny sposób. W tym wypadku potrzebne jest tak zwane natchnienie. Przychodzi ono wtedy, kiedy koniecznie chcemy się czymś podzielić, kiedy nas coś wzburzyło, zasmuciło, gdy targają nami emocje. Czasami przychodzi niespodziewanie. W nocy, w podróży. Warto być na to przygotowanym.

Są jednak osoby, które potrafią stanąć wyżej, ponad wszystkie przeciwności. Tacy ludzie czerpią przyjemność z pisania, z przelewania ważnych informacji na papier. Daje im to możliwość swego rodzaju nieśmiertelności. Aż trudno uwierzyć, jak mało się zmieniło od czasów przed naszą erą. Jak mało różni nas od autora słów - "Zbudowałem sobie pomnik twardszy od spiżu". Takie horacjańskie przeświadczenie może być wyjątkowo bliskie nam, zwłaszcza wtedy, kiedy staramy się pisać ambitnie. Na takie tworzenie trzeba mieć czas i do niego nie warto się zmuszać. Gdy nam danego dnia nie wychodzi, wyjdźmy z domu, przewietrzmy umysł. Jednak warto znać na tyle siebie, by wiedzieć, kiedy naprawdę potrzebujemy odpoczynku, a kiedy wystarczy nam mała wewnętrzna mobilizacja.

Jedno jest pewne. Nie każdy może żyć z pisania. Nie chodzi nawet o sam "talent". Chodzi o codzienną walkę z sobą.

Każdy twórca powie, że sama koncepcja tworzenia czy to utworu muzycznego, czy reklamy, czy opowiadania jest przyjemna i przynosi nam najwięcej satysfakcji. Jednak przelanie jej na papier i utrwalenie przypomina często pracę w kamieniołomach.

Nagroda jednak przychodzi niemal zawsze. Bywa, że całkiem niespodziewanie. Niemal zawsze trzeba na nią poczekać, ale cierpliwość popłaca i w tym przypadku... Nawet jeśli skala nagrody jest raczej niższa niż wyższa, najważniejsze to swego rodzaju poczucie spełnienia.

Najważniejsze to powiedzieć sobie, że warto było... Robienie bowiem tego, co się lubi, jest jednym z największych wykładników szczęścia w naszym życiu.