
Akcja znana w Polsce głównie pod tytułem, a właściwie hasłem - Uwolnij książkę nie może pochwalić się zbyt dużą ilością sukcesów. Niby strona internetowa istnieje, niby ma się dobrze, ale poza tym niewiele się dzieje. Teoretycznie można zarejestrować książkę na stronie, wypuścić ją w obieg, a potem rejestrować, obserować jej drogę. Czasami można, przy dużej ilości szczęścia liczyć na to, że dana książka trafi w wiele miejsc na ziemi. Jednak trzeba liczyć się również z tym, że bardzo szybko zostanie po prostu...przywłaszczona.
Polacy, których może i świadomość literacka wzrasta, może i niektórzy z nas potrafią odróżnić lekką literaturę od prawdziwych dzieł sztuki, to jednak trafienie na ławce na wytartą, czasami zniszczoną książkę (nawet nie przez namiętne czytanie, ale "nieczytanie") zazwyczaj łączy się z wysnuciem wniosku, że ktoś ją zgubił. Rozglądamy się naokoło, szukamy właściciela. Bywa, że odchodzimy zdezorientowani. Niektórzy jednak, niestety jest ich bardzo wielu, niszczą znalezioną książkę. Inni na zasadzie - znalezione, niekradzione, zabierają ją ze sobą do domu.
Co innego za granicą. Tam kupimy tak zwaną książkę pociągową. Jej cena jest jeszcze niższa niż kwoty, jakie trzeba przeznaczyć na zakup książki w "taniej książce" (a propos twór typowy dla Polski). Są to bardzo proste formy "literackie", tak też potraktowane przez wydawców. Drukuje się je w małym formacie, by zmieściły się do kieszeni, na jednym z najgorszych papierów, w miękkich okładkach. Nikogo nie dziwi dlatego, fakt że od razu po przeczytaniu lądują do śmietnika. Co innego książki z wolnego obiegu. One rzeczywiście krążą po całym kraju, a nawet docierają poza jego obszar. Najgorzej, dla książki, rzecz jasna, kiedy trafi ona do Polski...
Polacy, których może i świadomość literacka wzrasta, może i niektórzy z nas potrafią odróżnić lekką literaturę od prawdziwych dzieł sztuki, to jednak trafienie na ławce na wytartą, czasami zniszczoną książkę (nawet nie przez namiętne czytanie, ale "nieczytanie") zazwyczaj łączy się z wysnuciem wniosku, że ktoś ją zgubił. Rozglądamy się naokoło, szukamy właściciela. Bywa, że odchodzimy zdezorientowani. Niektórzy jednak, niestety jest ich bardzo wielu, niszczą znalezioną książkę. Inni na zasadzie - znalezione, niekradzione, zabierają ją ze sobą do domu.
Co innego za granicą. Tam kupimy tak zwaną książkę pociągową. Jej cena jest jeszcze niższa niż kwoty, jakie trzeba przeznaczyć na zakup książki w "taniej książce" (a propos twór typowy dla Polski). Są to bardzo proste formy "literackie", tak też potraktowane przez wydawców. Drukuje się je w małym formacie, by zmieściły się do kieszeni, na jednym z najgorszych papierów, w miękkich okładkach. Nikogo nie dziwi dlatego, fakt że od razu po przeczytaniu lądują do śmietnika. Co innego książki z wolnego obiegu. One rzeczywiście krążą po całym kraju, a nawet docierają poza jego obszar. Najgorzej, dla książki, rzecz jasna, kiedy trafi ona do Polski...






