Odpowiedź na pytanie w tytule jest prosta - nie pisać. Pisanie w momencie, gdy się do tego zmuszamy, nie jest odpowiednim momentem. Zwłaszcza wtedy, gdy chcemy przekazać za pomocą słów coś ważnego i zrobić to w niekonwencjonalny sposób. W tym wypadku potrzebne jest tak zwane natchnienie. Przychodzi ono wtedy, kiedy koniecznie chcemy się czymś podzielić, kiedy nas coś wzburzyło, zasmuciło, gdy targają nami emocje. Czasami przychodzi niespodziewanie. W nocy, w podróży. Warto być na to przygotowanym.
Są jednak osoby, które potrafią stanąć wyżej, ponad wszystkie przeciwności. Tacy ludzie czerpią przyjemność z pisania, z przelewania ważnych informacji na papier. Daje im to możliwość swego rodzaju nieśmiertelności. Aż trudno uwierzyć, jak mało się zmieniło od czasów przed naszą erą. Jak mało różni nas od autora słów - "Zbudowałem sobie pomnik twardszy od spiżu". Takie horacjańskie przeświadczenie może być wyjątkowo bliskie nam, zwłaszcza wtedy, kiedy staramy się pisać ambitnie. Na takie tworzenie trzeba mieć czas i do niego nie warto się zmuszać. Gdy nam danego dnia nie wychodzi, wyjdźmy z domu, przewietrzmy umysł. Jednak warto znać na tyle siebie, by wiedzieć, kiedy naprawdę potrzebujemy odpoczynku, a kiedy wystarczy nam mała wewnętrzna mobilizacja.
Jedno jest pewne. Nie każdy może żyć z pisania. Nie chodzi nawet o sam "talent". Chodzi o codzienną walkę z sobą.
Każdy twórca powie, że sama koncepcja tworzenia czy to utworu muzycznego, czy reklamy, czy opowiadania jest przyjemna i przynosi nam najwięcej satysfakcji. Jednak przelanie jej na papier i utrwalenie przypomina często pracę w kamieniołomach.
Nagroda jednak przychodzi niemal zawsze. Bywa, że całkiem niespodziewanie. Niemal zawsze trzeba na nią poczekać, ale cierpliwość popłaca i w tym przypadku... Nawet jeśli skala nagrody jest raczej niższa niż wyższa, najważniejsze to swego rodzaju poczucie spełnienia.
Najważniejsze to powiedzieć sobie, że warto było... Robienie bowiem tego, co się lubi, jest jednym z największych wykładników szczęścia w naszym życiu.